środa, 26 sierpnia 2009

Po HHK 2009!



Ostatnio rzadko zaglądam i pisuje na blogu, gdyż mam wakacje i wielkiego lenia, ale zaliczę ten come back jak Jay-Z.

W niedzielę późnym wieczorem powróciłem do domu z Hradec Kralove, gdzie wybrałem się (pełny spontan, spakowany w trzy godziny i wyjazd) na tegoroczną edycję festiwalu Hip Hop Kemp. Był to mój drugi Kemp, więc mogę porównać go jakoś z poprzednim.
Nie będę Wam opowiadał o tym jak dotarłem, jak wróciłem, kogo spotkałem i tym podobne, lecz skupię się na samym festiwalu.
Line-up nie był przeze mnie śledzony szczegółowo podczas jego podawania, bo mój wyjazd raczej nie był pewny, wręcz odwrotnie. Pełny line-up, który uważam za bardzo udany, poznałem otrzymując na miejscu książeczkę z mapką i rozpiską. Pierwsze co zauważyłem to mniejsza ilość hangarów i scen, a to wielki minus, bo zaliczam to raczej za regres niż progres w kwestii organizowania tego wydarzenia.

Środa, czyli mega gorący dzień w który wylądowałem na polu namiotowym przy festiwalu. Rok temu ani razu nie byłem odwiedzić pobliskiego jeziorka, lecz teraz udało się. Jak zawsze przed festiwalem odbywa się Warm-Up Party. W tym roku zamiast "warm-up party" było coś w stylu "what the fuck", gdyż organizatorzy się w tej kwestii się nie popisali, ponieważ w hangarze Backspin grali sami dj-e, głównie z Czech i Słowacji. Z drugiej strony pamiętam zeszły rok, jak byłem wymęczony podróżą i nie miałem wielu sił na to by poszaleć przy Kaze, więc tegoroczny Warm-Up Party można uznać za 'wypoczynkowy'.

Czwartek
był ciekawszym dniem, lecz nie był on do końca mistrzowski. Pogoda była niezmienna - słonecznie i upalnie, dla mnie spoko. Postanowiłem zaatakować największą scenę, czyli Live Stage, gdzie około godziny 17:00 grał Sicknature wraz z Snowgoons, lecz połączenie duńsko-niemieckie nie porwało mnie. Zanim napiszę o kolejnym koncercie wspomnę o samym przygotowaniu sceny, która była o wiele lepiej ogarnięta niż rok temu - mam na myśli głównie telebimy: świetnie się sprawowały i nie było tych opcji jak rok temu, że były włączane tylko na niektóre koncerty. Zaraz po Sicknature wbił na scenę pierwszy reprezentant polskiej sceny na Hip Hop Kempie, czyli Tetris wraz z Pogiem i DJ Tort'em. Krótko mówiąc - Tetris dał radę i zagrał świetny koncert utrzymując dobry kontakt z publiką. Zrobiłem sobie czterdziesto-minutową przerwę, gdy na scenie pojawił się słowiański raper Vec. Kolejnym artystą, który mnie interesował był Reks, który w ostatnim czasie jest dość popularny. "Say Goodnight" to jeden z numerów na które najbardziej czekałem i nie zawiodłem się! Zaraz po Reksie na scenie pojawili się kolejni polacy - Little i DJ Chwiał, czyli producencko-dj-ski duet The Returners wraz z członkiem grupy The Artifacts - El Da Sensei'em. Podczas koncertu wiele osób zebranych pod sceną dobrze się bawiło. O dziwo, że Sensei grywa dość często w Polsce to jego koncert na Kempie był dla mnie pierwszym. Bardzo pozytywnie go odebrałem. Z ciekawości postanowiłem zostać na "szwedzkim Kanye West" i czarnym koniu Hip Hop Kemp, czyli szwedzie Adam'ie Tensta. Słuchałem jego albumu "It's A Tensta Thing" i wiedziałem, że jest to klimat niezbyt pasujący do HHK. Parę minut pod sceną i uciekliśmy, bardzo słabo i zbyt elektronicznie. U-N-I było składem o którym gdzieś tam słyszałem, lecz ich nie słuchałem. Ich muzyka to coś w stylu nowoczesnego rapu, lecz widać, że kochają starą szkołę i jej hołdują. Koncert może nie był piorunujący, lecz na pewno ciekawy i warty sprawdzenia. Chciałem już uciekać spod sceny, lecz zostałem na BeatBurger Band, czyli crew do którego należy pięciu beatboxer'ów. Dali radę. Jak już byłem pod sceną to z czystej ciekawości zostałem na czwartkowego headlinera, a raczej headlinerkę - Lady Sovering. Weszła na scenę i zaczęła grać swój pierwszy numer, który dla mnie tego wieczoru był jej ostatnim. Dno i jeszcze raz - dno. Wieczór w Festival Park zakończyłem na koncercie w Music City Hangar na warszawskiej ekipie HiFi Banda. Było dość fajnie, piszę dość, ponieważ efekt finalny koncertu zepsuł akustyk - było za głośno i momentami słyszałem echo. Czwartek z jednej strony był dość dobry line-up'owo, bo miałem okazję zobaczenie Tetrisa i oczywiście Reks'a, z drugiej strony mega słaby ze względu na takiego Adam'a Tensta czy Lady Sovering... Uznałem czwartek za taką lepszą rozgrzewkę przed następnymi dniami.

Piątek
szykował się konkretny. Dzień koncertowy zacząłem około godziny 16:00, ponieważ wybrałem się pod Live Stage z nadzieją posłuchania na żywo "So Rotten" i nie tylko. Udało się. Blak Twang mimo wczesnej godziny dali fajny koncert. Zaraz po Blak Twang pojawiał się kolejny reprezentant Polski - PIH wraz z Bulim, Bezczelem i DJ Percem. Dużo fanów PIHa i nie tylko, pojawiło się pod sceną. Koncert mu się udał, lecz jak dla mnie za mało było kawałków koncertowych, chociaż "W Górę Szkła" czy "Nie Ma Miejsca Jak Dom" na instrumentalu z "Made You Look" Nas'a mogłem posłuchać. Po koncercie zostałem jeszcze chwilę na Niemców Huss i Hodn'a, których dobrze kojarzyłem z zajebistym klimatem, lecz tego dnia mnie nie porwali. Zrobiłem sobie dłuższą przerwę. Niestety nie udało mi się wrócić na Blu & Exile, a powróciłem dopiero na J-Live'a, którego odpoczywając oglądałem z górki leżącej naprzeciw sceny. Trochę żałuję, że nie byłem wtedy pod samą sceną, bo J-Live grał bardzo konkretnie, a motyw, gdy J-Live stanął za gramofonami i jednocześnie rymował było dla niejednego mistrzem świata, dla mnie też. Jeden z lepszych koncertów. "Reef The Lost Cauze & Torae" (USA) to było kolejną pozycją w rozpisce, wiadomo jarałem się i zostałem, tylko zastanawiała mnie opcja - "czemu oni razem?!". Wyjaśniło się - grali po 20 minut. Reef dał koncert z wielką energią, a Torae mega klasycznie i oba koncert uznaję na plus, wielki plus. Świetne numery na przekozackich bitach ruszały publiką. Torae miałem okazję widzieć rok temu w Łodzi na Outline Colour Festival i widać, że przez rok czasu zrobił duży postęp. Tego wieczoru swój krótki występ miał kolejny Polak, chyba teraz najsłynniejszy beatboxer w kraju Blady Kris. Widać było, że ludzie się nim jarali, dla mnie przeciętnie. Później na scenie pojawili się Czesi i Słowacy na freestyle'u i koncert zagrał klasyczny duet Indy i Wich wraz z LA4. Koncerty te obserwowałem z górki, gdyż zbierałem siły na najważniejszy dla mnie koncert tego wieczoru i tegorocznego HHK, czyli koncert legendarnej i najbardziej znanej postaci z Wu-Tang Clan, czyli show Method Man'a. Zrobiłem sobie dłuższą przerwę, podczas której straszono, że zbliżają się gradobicia, nawałnice itp., na szczęście na kilku kroplach deszczu podczas dnia się skończyło. Powróciłem pod scenę, gdzie jeszcze grał Vladimir 518 i DJ Mike Trafik, których koncert uważam za jedną z największych porażek HHK 2009. Po koncercie na scenie został DJ Mike Trafik, dla którego nie był to udany wieczór, gdyż ludzie czekający na opóźniający się koncert Method'a, wygwizdali i pokazali środkowy palec czeskimiemu dj-owi. Przerwa i DJ grający techno-rap był męczący. Zmiana dj-a, który puszczał klasyczny rap już mnie uspokoił, lecz dalej wszyscy czekaliśmy na główną gwiazdę. W międzyczasie pojawiła się informacja, że opóźnienia wynikają z problemów z dotarciem dj-a Mef'a. W końcu po około czterdziestu minutach opóźnienia pojawił się na scenie Method Man ze Streetlife'm i DJ Sueside'm. Koncert był wielkim show muzycznym, z przypomnieniem klasyków i nie tylko, a do tego skoki ze sceny Mef'a na publikę - super klimat. Jedynym mankamentem można uznać problemy DJ-a, który się momentami gubił. Ja i tak jaram się do dziś tym koncertem, w końcu był to Method Man! Chciałem jeszcze tego dnia jakoś skoczyć na Cymarshall Law, lecz przez obsuwy już nie ogarniałem czy on gra i zawinąłem na pole dokończyć wieczór. Kto był na Cymarshall Law'ie nie żałuje, no szkoda.

Sobota
, tak jak piątek, była bardzo fajna. Od rana trochę atmosfera się ochłodziła, ponieważ było pochmurnie, w końcu można było odpocząć od słońca, które ostro dawało przez poprzednie dni. Znów mała wtopa i nie poszedłem na B.O.B., bo z tego co widzę miał bardzo udany koncert, a niektórzy mówią, że najlepszy na Kempie. Teraz już tylko mogę tylko się ugryźć język. Pod Live Stage pojawiłem się na Planet Asia, który pokazał się ze znakomitej strony i nieźle się bawiłem na jego koncercie. Warszafski Deszcz był zaraz po Planet Asia. Ekipa Wielkie Joł zgromadzonych pod sceną przywitała utworem "Deszcze Niespokojne" znanym z kultowego serialu "Czterej Pancerni I Pies". Koncert rozpoczęli od singla "Już Od '99 Płynę", podczas którego publika rymowała z Tede i Numerem cały kawałek. Ogólnie koncert nie był dla mnie jakąś mega petardą, której po cichu oczekiwałem, był po prostu dobrym koncertem. Na pewno udałby się lepszy, gdyby był grany później. Jaram się płytą "Powrócifszy..." i jak kiedyś wspominałem "Nastukfaszy..." nie jest mi obce, klasyk. Zabrakło mi na koncercie właśnie kawałka WFD "Aluminium", a także solowych numerów Tedego jak rozkurwiający każdą imprezę i koncerty "Drin Za Drinem" czy "Ona Jest Szmatą". Zawinąłem znów spod sceny i pojawiłem się tam, gdy rozgościł się na niej Killa Kela, który nie zrobił na mnie większego wrażenia. Termanology, który wyskoczył z hypeman'ami porwał publikę, zagrał fajny koncert z dużą energią. Nie zabrakło znanych numerów. Byłem ciekaw jak się zaprezentuję i zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Kolejnym składem był PIO Squad, a że fanem Czeskiego i Słowackiego rapu też nie jestem, więc pozwoliłem sobie na przerwę. Devin The Dude to raper, którego Polacy ostatnio bardzo polubili, z tego powodu, że promował jego muzykę Ten Typ Mes. Według mnie dobrze, bo Devin może nie jest najlepszym raperem g-funkowym, ale jego koncert zrobił na mnie wielkie wrażenie i uważam, że zagrał jeden z lepszych kempowych koncertów. Grał numer za numerem, bez zatrzymywania się i wielkich przesłań. Podobało mi się to. Na scenie był z hypeman'em oraz podśpiewującym muzykiem, który był niewidomy - bardzo dobrze mu to szło i jarałem się, że koncert jest w ten sposób urozmaicony. Publika też nie może narzekać na Devin'a, bo bawiła się świetnie. Po jego koncercie poszedłem odpocząć na górkę z której, z zajawką oglądałem i słuchałem Camp Lo. Kolejny raz mówię, że mogłem być pod sceną, ponieważ było klasycznie i energicznie, coś dla mnie. Camp Lo zagrali świetnie i w swoich "top 5" koncertów na HHK ich wymieniłbym na pewno. Już tylko oczekiwałem na gwiazdę wieczoru La Coka Nostra, a szczególnie by usłyszeć "Jump Around" House Of Pain. Bawiłem się na La Coka Nostra świetnie, mimo braku sił i wielkiego zmęczenia. Moje odpadające nogi musiały jeszcze się wysilić i poskakać na "Jump Around"! Mega, mega! Sobota zakończyła się wspaniale.

Jeśli mam marudzić to proszę organizatorów o kilka kwestii na przyszły rok do poprawy:
- niej techno i elektroniki na HHK (Adam Tensta, Vladimir 518 i jego DJ Mike Trafik itp.),
- kolejne stanie w kolejce, czyli kempowy hajs i Majkel Dżekson na piątce (zostawiłem na pamiątke hehe),
- opcje ze zmianami opasek (dostałem w piatek fioletową z zeszłego roku, a następny dzień musiałem je zmienić na tegoroczne) były chujowe,
- ogarnijcie ochronę, by tak nie przeszukiwała, bo po co komu grzebać w paczce od papierosów? Ja nie miałem problemów, lecz widziałem jak jakiś typek musiał zdejmować czapkę i buty na bramce, chore,
- dłuższe koncerty niektórych artystów (45 minut dla tego Devin'a czy J-Live'a to za krótko!),
- więcej hangarów, chociaż tyle, ile było w 2008 roku,
- ciepła woda w prysznicach na polu przez cały czas.

Pozdrawiam ekipę z którą przybyłem do Czech, szczególnie Jankesa ("zamiast liści..." haha! dobry melanżowanik), ekipę z którą byłem rozbity: Kuzby (dzięki za dach nad głową), Lichy, Andrew (super VIP! mordo Ty moja), Tyśka i Martyna oraz LikLika a.k.a. Pawełka, a także wszystkich których miałem rozbity na około siebie: Sebola, Lucę i Adę, ekipę z Zielonej Góry m.in. DTC i jego zajebisty namiot oraz Juzka i Miszczala z jego drużyną, typów z Włocławka, no i oczywiście Mailove spod Krakowa ("nie ważne gdzie śpisz, ważne gdzie śpisz!") i polski biały namiot ogrodowy przy wejściu na pole namitowe :) .

Ogólnie uznaję Hip Hop Kemp 2009 za bardzo udany:
- pod względem organizacyjnym jest wiele do poprawienia, bo zaliczają lekki regres,
- pod względem muzycznym był bardzo dobrze
- pod względem melanżu i kempowania na polu było ŚWIETNIE!


ENJOY YOUR LIFE IN LOVE & PEACE

czwartek, 13 sierpnia 2009

DTC featuring Miszczyk - "Listen! @ Radio Index"



Tak wyszło, że w poprzednią niedzielę nie wypaliło, ale już w tą niedzielę od godziny 22:00 zapraszam do wysłuchania autorskiej audycji Pawła Mytlewskiego ztj. DTC w Radio Index - Listen! Dlaczego wyjątkowo zapraszam na audycję na blogspocie? A dlatego, że prawdopodobnie usłyszycie mnie właśnie na falach 96 FM, z możliwością odsłuchu w necie: http://radio.uzetka.pl/posluchaj.m3u .
No to odpalajcie komputery, radia i słuchajcie aka LISTEN!

PS. rzadziej pisuję, gdyż mam mniej wolnego czasu, ale nadrobimy jeszcze zaległości z dobrym rapem

środa, 12 sierpnia 2009

Czillen am grillen aka wakacje!



Taki świetny numer na wyluzowanie. Mielno i jego zalety.

wtorek, 11 sierpnia 2009

wtorek, 4 sierpnia 2009

Stay true to your culture, true to your roots!



Dzisiaj ukazał się nowy singiel promujący label Stay True, w którym udzielają się Boomer, Bekon, Dekim i Himalion, a także goście: DJ Prox za gramofonami i za mikrofonem... El Da Sensei! Kawałek jest do posłuchania w dwóch wersjach: Expe oraz NoNameFullOfFame. Ja się jaram wersją NNFOF i uważam, że fajna inicjatywa z tym singlem - dobra promocja dla labelu.
Okładkę, która widzicie powyżej wykonał Marcin Antonowicz (DropOfDesign).

"Stay true to your culture, true to your roots!"


czwartek, 30 lipca 2009

Pysk w pysk, czyli wywiad z Pyskatym!



Właśnie dziś ukazał się na łamach portalu Hip-Hop.pl jeden z moich ostatnich wywiadów. Wywiad o którym mowa to rozmowa z Pyskatym, którego możecie znać ze Skazanych Na Sukcezz, a teraz kończy swoją solówkę, więc był o czym rozmawiać. W wywiadzie nie tylko o nowej płycie, ale o przeszłości i planach, więc zapraszam do lektury - tutaj!


PS. Może w najbliższą niedzielę usłyszycie mnie w autorskiej audycji Pawła Mytlewskiego - Listen! w Radio Index. Jak się uda to będzie jeszcze małe info :)

sobota, 25 lipca 2009

Distrikt "Distraktions" - to jest to!

Na wstępie wielkie pięć dla Jankes, bo on rzucił "weź lepiej sprawdź Distrakta". Tak więc polecono mi coś zajebistego, a ja polecam dalej. Nie miałem zielonego pojęcia co to, kto to Distrakt. Jak się dowiedziałem Distrakt jest pochodzącym z Kolorado raperem i producentem w jednym, który w 2006 roku wypuścił swój, jedyny do tej pory, długogrający krążek pod tytułem "Distraktions" i go propsuję od samego początku tego wpisu. Został on wydany w Yard Rock Records, a dystrybucją zajął się FatBeats.



Strona liryczna i muzyczna płyty "Distraktions" w stu procentach należy do Distrakt'a - nie znajdziemy nawet żadnego gościnnego udziału. Bardzo szanuję takich raperów, którzy nie potrzebują wsparcia 'większych' nazwisk by nagrać świetną płytę. Na całość składa się 21 kawałków (łącznie ze wstępem, skitami i zakończeniem), ale tylko jeden z nich trwa dłużej niż trzy minut, więc płyta nie jest długa. Te 21 numerów to około 40 minut muzyki, ale za to jakiej! Pierwsze co naszło mi na myśl po przesłuchaniu to, to, że ten album jest na pewno starszy, więc lekko zdziwiło mnie, że został wydany w 2006 roku. Nie uważam tego za minus, wręcz odwrotnie - stworzył ten unikalny, świetny klimat surowości rapu lat '90. Distrakt nieźle sobie radzi za mikrofonem, dobry głos i nawijka. Śmiało postawiłbym go w rządku z innymi znakomitymi raperami undergroundowymi. Często wypisuje, który numer z płyty siada mi najbardziej, ale w tym wypadku ciężko mi wybrać i wyróżnić jakieś kawałki, bo ten album brzmi chyba najlepiej w całości.
Należy posłuchać "Distraktions" jeśli kocha się surowy i klasyczny rap - ja uwielbiam i zawsze będę to zaznaczał. Opis tego krążka, wyszedł trochę chaotycznie, lecz mam nadzieje, że chociaż kogoś zachęciłem. Klasyczność dźwięków i nawijek na "Distraktions" tworzy to "coś", czego brakuje nowym produkcjom. Życzę sam sobie, aby takie albumy jak Distrakt'a częściej trafiały na moje głośniki i żeby częściej były polecane na Tym blogspocie! Sprawdzajcie, bo jak mówi tytuł wpisu - "to jest to"!



Reklama płyty:



Sprawdzajcie wykręcony teledysk do "Fire Escape":



Tracklista:
1. Intro
2. Few Bars
3. Fire Escape
4. Interlude
5. #!*@ Ain't Sweet
6. Drugs
7. Grind
8. Don't Get Mad
9. Lessons
10. Interlude
11. Stereotypes
12. On The Reg
13. Money Yo
14. BIC
15. Nothing Worst
16. Greed
17. Dings
18. Dirty Record
19. Fish Grease
20. Too Bad
21. Outro

środa, 22 lipca 2009

Psychofani WAKE UP!

Ha! Jak się okazuje słynne Mighty Vibes w Częstochowie nie była to jedyna okazja do ujrzenia Smarki Smarka na scenie, gdyż już JUTRO członek Brudnych Serc wystąpi w Krakowie na oficjalnym Beforeparty Hip Hop Kemp 2009.

Psychofani budźcie się, kupujcie bilety do Krakowa, w końcu jest okazja zobaczyć jak Smark gra na żywo, w dodatku wystąpi z Kixnarem!

Więcej info na plakacie poniżej:
Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 20 lipca 2009

Sto lat dla Jota!

Łozo aka Pitahaya, Mazi oraz Kościey w numerze dla Jota z okazji urodzin!

Dołączam się do nich - najlepszego i stówy na karku!


Mega zaskoczenie, czyli odkrywam Brixx.



Brixx mówi Ci to coś? A wiesz jak rapował ten... yyy... rapuje ta babka! Dzisiaj mam dla Was świetny krążek pewnej raperki z Węgier, która mieszka w Niemczech i rapuje w języku angielskim - Brixx! Mega zaskoczenie. Niedawno miałem przyjemność zapoznać się z płytą
"Everything Happens For A Reason" wydaną w 1999 roku przez Sony Music. Jest to debiut i jedyny krążek do tej pory panny Brixx. Zdziwiłem się bardzo, że taka płyta mnie ominęła. Płyta to dwadzieścia cztery ścieżki dźwiękowe - kawałki przeplatane ze skitami. To co zaimponowało mi to lista gościnnych udziałów. Brixx tworząc "Everything Happens For A Reason" współpracowała z takimi osobistościami jak Cella Dwellas, Mos Def, Camp Lo, Talib Kweli, czy Bahamadia. Za produkcję się wzięli między innymi Hi-Tek, Nick Wiz i Buckwild. Przyznajcie sami - te nazwiska przyciągają.
Brixx jest ponadprzeciętną raperką, mogę powiedzieć, że mogę ją stawiać na równi z innymi raperkami pokroju Eternia (mega! mega!), Bahamadia czy Apani B. Na pewno jest dla mnie na chwilę obecną najlepszą raperką z Węgier i Niemczech jednocześnie. Ma dobrą barwę głosu, idealnie pasuje do klasycznych bitów, które można usłyszeć na tej płycie. Wokalnie dla mnie wymiata, ponieważ potrafi śpiewać, surowo rapować i przy tym bawić się swoim flow. Dlatego na albumie możemy odnaleźć kawałki lżejsze i mocniejsze, lecz co najważniejsze drzemie w tym albumie dusza lat '90. Na wyróżnienie zasługuje zwrota Mos Def, gdyż w numerze "If It's Allright Y'all" jest w szczytowej formie - nosi ten numer.
Wielką zasługą tego, że jaram się tą płytą jest sama jego muzyka - klasycznie, no i tyle wystarczy, żeby pochłonęły mnie dźwięki. Rockwilder zrobił mega zajebisty i prosty bit "Rockin' And Wildin" i dodał w nim fragment sampla, który użyty został w moim ulubionym (jeden z dwóch) kawałków rapowych, czyli w Das EFX "Real Hip Hop" w wersji Pete Rock'a. Od samego początku "Rockin' And Wildin'" to mój faworyt z tej płyty.
Album jest mega zaskoczeniem dla mnie, bo nie znałem nigdy Brixx - Węgierka i taki rap. "Everything Happens For A Reason" ma już swoje 10 lat i myślę, że jakbym miał styczność z tym albumem kilka lat temu to dziś uznawałbym go za jeden z klasyków. Nie przesadnie piszę o tym albumie w samych superlatywach, ale w zalewie albumów różnorakich miło jest posłuchać prawdziwego rapu, szczególnie jeśli wykonywany jest przez płeć piękną. Polecam jak najbardziej Brixx i jej pierwszy i póki co ostatni album!

Tracklista:
1. Intro
2. Rockin' And Wildin'
3. What Is It?!
4. Menage A Trois (Feat. The Cella Dwellas)
5. Rudy The Intern Skit
6. SOS (Some Other Shit)
7. Can't Outplay Us (Feat. Jane Blaze)
8. Get Your Groove On (More Gums To Chew On)
9. You And I (Feat. The Jazzyfatnastees)
10. Airwaves Skit
11. Airwaves (Feat. Ava Denera)
12. Most Def
13. Flossy Gramma (Feat. Camp Lo)
14. Yeah 1 Skit
15. If It's Allright Y'All (Feat. Mos Def)
16. EHFAR Skit
17. Planet Earth (Feat. F.T. From Street Smartz)
18. Yeah 2 Skit
19. Sweet Deja Vu (Feat. Bahamadia)
20. So Much
21. Encourage Skit
22. Poor Without Love (Feat. Jazzyfatnastees)
23. Halfway (Feat. Reflection Eternal (Kweli & Hi-Tek))
24. Don't You Know

MySpace Brixx

Mały bonus dla oka... oto Brixx: